Conan Barbarzyńca Kolekcja #1 (Rafał Chojnacki)

Conan Barbarzyńca Kolekcja #1
Conan Barbarzyńca Kolekcja #1

Być może dziś trudno w to uwierzyć, ale lata siedemdziesiąte upłynęły w Stanach pod bardzo silnym rygorem cenzury dotyczącej komiksów. Była ona już wówczas silnie ugruntowana i kładła się cieniem na cały rynek historii obrazkowych. Czytelnik przyzwyczajony do brutalności klasycznych pozycji Marvela, takich jak The Punisher czy bardziej współczesnych, jak Deadpool, będzie zapewne przecierał oczy ze zdumienia, słysząc że zeszyty z przygodami jego ulubionych superbohaterów były przez wiele lat obiektem bardzo restrykcyjnie przestrzeganej cenzury. Zeszyty komiksowe, z założenia kierowane do młodego odbiorcy, obarczono współodpowiedzialnością za wychowanie i kształtującą się moralność nowego pokolenia Amerykanów.

W 1954 roku na komiksach pojawiło się logo Comics Code Authority (CCA), oznaczające że wewnątrz nie znajdziemy „promowania złych postaw”. Chodziło tu przede wszystkim o seks, narkotyki, zorganizowaną przestępczość, ale również brutalność. Można było zrezygnować z tego znaczka – i wielu wydawców tak robiło – ale wówczas zamykało to wiele kanałów dystrybucji. Z upływem czasu wytyczne CCA trochę złagodzono, ale warto zauważyć, że oznaczenie to przestano stosować ten znaczek właściwie dopiero w 2011 roku najwięksi wydawcy przestali stosować to oznaczenie. Stało się tak głównie dlatego, że Marvel, który porzucił CCA 10 lat wcześniej, wygrywał z nimi w wyścigu o klientów.

To właśnie przepisy dotyczące CCA sprawiły, że wydawcy nauczyli się je obchodzić. Jednym ze sposobów były magazyny komiksowe, przeznaczone nominalnie dla dorosłego czytelnika (posiadały oznaczenie z literką M – mature). Zdarzało się zatem, że ten sam bohater posiadał swoją serię zeszytową, grzeczną i zgodną z wymogami cenzury, oraz przygody „dla dorosłych, drukowane w magazynach.

Dokładnie taka sytuacja miała miejsce w przypadku Conana. W październiku 1970 roku, historia zatytułowana Nadejście Conana (The Coming of Conan), zapoczątkowała wydawanie zeszytowej serii Conan the Barbarian. Szybko okazało się, że adaptacja przygód barbarzyńcy z Cymerii to strzał w dziesiątkę, spróbowano więc z komiksem nieco poważniejszym, bliższym oryginalnej idei postaci stworzonej przez Roberta E. Howarda. W maju 1971 roku ukazał się pierwszy numer Savage Tales, a w nim, między innymi, opowieść o Conanie, zatytułowana Córka lodowego olbrzyma (The Frost Giant’s Daughter), pierwsza „pełnokrwista” historia komiksowa o Cymeryjczyku, w której nie zabrakło ani przemocy, ani nagości. Wystąpił on w pięciu pierwszych numerach tego miesięcznika, potem dorobił się własnego magazynu, w którym zagościł już na stałe. W pierwszych latach za scenariusze i koncepcję obu tych linii odpowiadał Roy Thomas, uważany za jednego z najbardziej zasłużonych dla amerykańskiego komiksu twórców.

Historie o Cymeryjczyku zaczerpnięte z Savage Tales składają się na pierwszy tom kolekcji Conan Barbarzyńca wydawnictwa Hachette. Jest to pięć komiksowych historii, uzupełnionych o adaptację wiersza Roberta E. Howarda Cymeria (Cimmeria). Pod względem treści i sposobu, w jaki zostały one przygotowane, można uznać że ten tom jest właściwie wzorcowy. Mamy tu świetną adaptację klasycznego opowiadania Howarda o Conanie – Czerwone ćwieki (Red Nails) to barbarzyński creme de la creme. Z kolei howardowska Córka lodowego olbrzyma, mimo skromności materiału fabularnego, pokazuje doskonałą pracę z kadrem, rysownik Barry Smith dostał to od Roya Thomasa szansę na ukazanie swoich umiejętności w pełnej krasie. Opowieść o córce boga Ymira, kuszącej rannych wojowników na polach bitew, to doskonały wstęp do świata poważniejszych komiksów o Conanie.

Mamy też przeróbkę nie-conanowskiej historii, w której pierwotnym bohaterem był podróżnik i zawadiaka znany jako El Borak (protagonista przypomina nieco Allana Quatermaina popularnych powieści Henry’ego Ridera Haggarda – obaj zaś są literackimi przodkami Indiany Jonesa). Tworząc historię zatytułowaną Noc Czarnego Boga (Night of the Dark God) Thomas postąpił podobnie, jak przed laty L. Sprague de Camp i Lin Carter, którzy przerobili niektóre teksty Howarda na opowieści o Conanie. Oczywiście tam gdzie nie jest to potrzebne, scenarzysta nie korzysta z już istniejących adaptacji, żeby oszczędzić wydawcy kunsztu zakupu dodatkowych licencji. Powoduje to ciekawą sytuację, ponieważ dzięki temu powstają czasem zupełnie różne historie, oparte na tym samym oryginalnym opowiadaniu Howarda.

Thomas poszedł jednak krok dalej niż de Camp i Carter. Później, po latach, tą samą drogą poszło polskie wydawnictwo Andor, przerabiając na historie o Conanie utwory autorów nie związanych z serią o barbarzyńcy, ale leżących na tej samej półce z opowieściami heroic fantasy. Tym razem trafiło na opowiadanie Johna Jakesa, oryginalnie stworzone z myślą o barbarzyńcy imieniem Brak, który jest bohaterem serii powieści Jakesa (w Polsce znamy go wyłącznie jako autora książek z historią Stanów Zjednoczonych w tle, takich jak Północ-Południe). Co ciekawe Brak jest literackim potomkiem Conana, a w tym samym, piątym numerze Savage Tales znalazła się też osobna historia o nim. Adaptację Thomasa należy uznać za udaną, ponieważ powstałą dzięki temu mroczna i wciągająca opowieść.

Do pełnego wachlarza możliwości Roya Thomasa i jego wizji komiksowego świata Conana brakuje nam jeszcze autorskiej opowieści, stworzonej od początku do końca przez scenarzystę. W tym tomie reprezentuje ten nurt Mieszkaniec ciemności (The Dweller In the Dark), rzecz całkiem udana, pokazująca Thomasa jako zdolnego kontynuatora howardowskiej wizji postaci barbarzyńcy.

Warto poświęcić również kilka słów warstwie wizualnej komiksu. Przede wszystkim mamy tu do czynienia z wysmakowanymi, czarno-białymi historiami, które jednak – o czym nie należy zapominać – mieszczą się w standardzie opowieści o superbohaterach. Dominują więc dynamiczne kadry, ale warto zwrócić uwagę na to, że rysownicy tacy jak Barry Smith czy Gil Kane, to prawdziwi klasycy. Ich opowieści o Conanie cechuje zatem umiłowanie do szczegółów. Pozwalały na to większe plansze, ponieważ magazyny komiksowe miały inny format, niż zeszyty. Mimo upływu lat ogląda się te ilustracje z ogromną przyjemnością.

Wydanie uzupełnione jest o odrobinę publicystyki, przybliżającej czytelnikowi świat Conana, zarówno ten literacki, jak i komiksowy. Są to w większości teksty zaczerpnięte z oryginalnych magazynów. Pozostaje więc cieszyć się że polski wydawca również je przedrukował, ponieważ doskonale uzupełniają tą ekskluzywną edycję.

Gdybym miał pokusić się o ocenę tego to tomu przygód Conan. Byłoby to 10/10. Na dobry początek.

Autor: Rafał Chojnacki

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *