Red Sonja. Czerwona Królowa cz. 5


Gdy zamachowcy wkraczają do komnat Arioka, w krypcie budzi się jego miecz, atakując hałasem pilnujących go magów. Z bólu pękają im czaszki, a miecz spada na ziemię.

Mimo ataku kilkoma sztyletami Ariok jest niezwykle żywotni. Alatheia zabija jednego z zamachowców świecznikiem, co daje chwilę na przejęcie inicjatywy. W ostatnim z uciekających Ariok rozpoznaje Ranivalda i rzuca się na niego. Zabija go, lecz traci siły. Jest przekonany że to Sonja nasłała zabójców, prosi więc siostrę o przyniesienie miecza. Gdy go przynosi, ma zamknąć oczy i zakryć uszy. Po chwili Ariok staje przed nią bez ran i oznajmia, że muszą uciekać. Dziewczynka broni Sonji, ale brat tłumaczy jej, że świat dorosłych bywa czasami okrutny.

Gwardzistki informują królową o ucieczce Arioka i Alathei. Przyznają się też do spisku. Królowa zostawia je i sama rusza na poszukiwanie zbiegów. Poza pałacem ludzie od razu ją rozpoznają. Są głodni i proszą o litość. Królowa jedzie dalej. Gdy odnajduje Arioka mówi mu, że wie o demonie, który mu towarzyszy i że wierzy, że razem mogą go pokonać. Ariok każe jej uciekać, po chwili zza jego pleców wyskakuje wilkołak, do którego Ariok zwraca się imieniem siostry. Zostaje jednak zignorowany i stwór ciska nim o drzewo. Sonja rani bestię, kiedy na pomoc przyjeżdżają jej gwardzistki. Jedna z nich ginie w pierwszym starciu, ale Sonja wykorzystuje ten moment o zabija potwora. Po chwili zmienia się on w małą dziewczynkę.

Sonja poznaje tajemnicę Arioka. Dziewczynka nie urodziła się przed masakrą, a jego matka nie zmarła na drugi dzień po nocy w jaskini. Dziecko było synem potwora. Tylko jego śmierć mogłaby uwolnić dziewczynkę, jednak Ariokowi przez lata nie udało się go znaleźć. Zabiera on ciało dziewczynki i odjeżdża.

Po powrocie do stolicy królowa otworzyła spichlerze dla ludzi, rozdając jedzenie. Niedługo potem nastała wiosna.

Autor opisu: Rafał Chojnacki, na podstawie scenariusza Arvida Nelsona

Historia zawarta w następujących wydaniach:

Red Sonja: Czerwona Królowa Queen Sonja (Lucio Parillo)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *