Conan groźny (Rafał Chojnacki)

Steve Perry: Conan groźny
Steve Perry: Conan groźny

Steve Perry to pisarz, który już nie jednokrotnie dawał się wynająć różnym wydawcom, którzy dzierżyli w ręku prawa do publikowania książek osadzonych w konkretnych światach, znanych z gier czy filmów. O ile jednak jego powieści z serii “Aliens” wydają się jednymi z ciekawszych, to już w przypadku Conana autor ten nie popisał się zbyt dużym wyczuciem, ani też znajomością realiów, w których przyszło żyć prowadzonemu przez niego bohaterowi. W rezultacie nonsens goni nonsens.

Conan przebywa w Zamorze, niedaleko granicy z Turanem, jednak rasy olbrzymów i karłów które spotyka – Jatte i Varg – mają wybitnie skandynawskie konotacje, łącznie z nazwami, które oznaczają “olbrzymów” i “wilki”. Powinno się zatem spotkać je ewentualnie na pograniczu Vanaheimu i Aesgaardu lub w jakiejś innej częsci Nordheimu. Co powodowało autorem? Trudno powiedzieć. Jednak większość piszących o Conanie pisarzy traktowała poważnie żelazną konsekwencję, jaką Robert E. Howard stosował w nazewnictwie wymyślonych przez siebie krain, i ich relacji do znanych nam nazw współczesnych i historycznych. Perry najwyraźniej miał je gdzieś. Co dziwniejsze takie kwiatki puścił mu jego amerykański wydawca, dla którego seria o Conanie była w tamtych czasach jednym z głównych źródeł utrzymania. Naprawdę nie było wówczas w wydawnictwie Tor nikogo, kto mógłby kontrolować spójność tekstów z realiami serii? To już nawet nielegalnie wydawane w Rosji przygody Conana, pióra miejscowych speców od magii i miecza miały takiego koordynatora, w postaci Michaiła Achmanowa, fana, tłumacza i autora kilku historii o Cymeryjczyku (pisanych pod pseudonimem Michael Manson).

Nonsensem wieje również w samej fabule. Jeżeli tylko przyjrzymy się na chwilę postaci Dake’a, właściciela cyrkowej menażerii, który niewoli swoje okazy magią, prędzej czy później możemy dojść do wniosku, że równie dobrze mógłby podporządkować sobie jakiegoś bogatego kupca, bankiera, czy nawet króla i nie bawić się w cyrk i poszukiwanie dziwadeł na całym świecie. Mało wiarygodny jest również sam Conan. Nie dość że więcej niż zwykle filozofuje o Cromie, to jeszcze snuje się po kartach powieści bez większego przekonania. Właściwie wszystkie te wydarzenia mogłyby się w dużej mierze toczyć bez jego udziału i kto wie, czy nie wyszłoby to powieści na dobre.

Perry udowadnia, że nie tak łatwo pisać kolejne książki o Conanie, nawet jeżeli jest się już uznanym pisarzem, który z niejednego pieca jadł chleb. Swoje do tej kupki nieszczęść dorzucił też tłumacz, który w pierwszym zdaniu nazywa stary, poczciwy morgensztern “poranną gwiazdą”. A dalej jest niewiele lepiej. Gdzie w tym czasie była korekta i redakcja polskiego wydania? Pewnie zupełnie gdzie indziej…

“Conan groźny” to powieść, której znajomość nie jest niezbędna, o ile oczywiście nie jesteśmy jakimiś fanatycznymi wielbicielami serii, którzy muszą przeczytać wszystko, co dotąd o tej postaci napisano.

Autor: Rafał Chojnacki
Steve Perry, Conan groźny, Amber 1999.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *