Sean A. Moore: Conan i Szalony Bóg (Rafał Chojnacki)

Sean A. Moore: Conan i szalony bóg
Sean A. Moore: Conan i szalony bóg

Nie wiem kim właściwie jest Sean A. Moore, wiem jedynie, że oprócz trzech powieści o Conanie zdążył jeszcze napisać nowelizację scenariusza filmowego do Kulla zdobywcy. Niedługo później zmarł, nie zostawiając po sobie wiele więcej tekstów. A szkoda, ponieważ wiele wskazuje na to, że wyjątkowo dobrze czuł się w skórze autora powieści o Conanie z Cymerii.

Tym razem barbarzyńca daje się omotać nie tylko kobiecie, ale również żądzy odnalezienia zaginionego przed wiekami skarbu, w mieście pogrzebanym przez pustynię. Po upływie czasu, w ciągu którego zmieniły się kształty kontynentów, a dawne imperia odeszły w niepamięć, pustynia odsłoniła zwieńczenia wież tajemniczego Mosiężnego Miasta.

Conan, dowodzący w tym czasie pirackim okrętem, wchodzi w posiadanie mapy, prowadzącej do skarbu w zaginionym mieście. Pozostawia więc na jakiś czas swoich kompanów i rusza na poszukiwania. Niestety, nie on jeden. Zainteresowany dotarciem do skarbów, wśród których jest posiadająca ogromną moc szkatułka Szalonego Boga, jest również nekromanta Tevek Thul, który jest potomkiem króla-boga Dumahka. O figurce marzy też Jade, królowa złodziei i szubrawców z podziemnego imperium, łączącego w sobie rozbójników z całej Hyborii.

Ciekawym wątkiem jest pojawienie się w powieści Toth-Amona (tu, dla niepoznaki tłumacz, Stanisław Sawicki, zrobił z niego Tot-Amona), który nie ingeruje wprawdzie w rozwój wypadków osobiście, ale działa przez podstawionego wysłannika, który tylko marzy o tym, by wyzwolić się spod władzy czarnoksiężnika.

Po licznych pościgach i potyczkach, w których bardzo trudno barbarzyńcy zrozumieć kto właściwie go wspiera, a kto jest jego wrogiem, dochodzi na pustyni do starcia dwóch mocarzy. W tle jednak rozgrywa się jeszcze inna walka, między bogami.

Ogromnie żałuję, że Moore nie miał okazji napisać jeszcze kilku powieści z Conanem, ponieważ ta książka wyjątkowo mu się udała. Nie udało się zepsuć jej nawet panu Sawickiemu, dla którego kolczuga to kolczatka i który nie wie, że worek na wodę, to bukłak. Ani tłumacz, ani redaktorzy nie znali też za dobrze świata Conana, przez co fragmenty, zwłaszcza te dotyczące historii sprzed Ery Hyboryjskiej, są nieco bezsensowne, ponieważ zawierają ewidentne błędy. Niewłaściwa płeć opisywanych bóstw to tylko jeden z nich.

Z perspektywy czasu i tak pozostaje jednak podziękować Amberowi za to, że w ogóle ta czarna edycja Conana w Polsce wyszła, choć być może właśnie te błędy przyczyniły się w rezultacie do traktowania conanowskich pastiszy jako gorszego rodzaju literatury.

Sean A. Moore. Conan i Szalony Bóg, Amber, 1997.

Autor: Rafał Chojnacki

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *